Szukam kogoś, kto zna „Lot nad kukułczym gniazdem”

Dodano wczoraj o 22:31

Szczegóły ogłoszenia

  • Kategoria: Pani szuka pana
  • Wiek:95 lat

Opis oferty

Szukam mężczyzny do ciekawej rozmowy :-)

Ostatnio na portalu filmowym brałam udział w dyskusji o tej kultowej historii.
Zaczęło się niewinnie – od mojego wpisu. Zapytałam, dlaczego współczesny świat ma problem z Randle’em McMurphym, a „Lot nad kukułczym gniazdem” utracił status kulturowego manifestu. Liczyłam na dyskusję o kinie Nowego Hollywood. W odpowiedzi dowiedziałam się jednak, że grany przez Jacka Nicholsona bohater to po prostu… „cham”.

W tym jednym słowie skupił się cały dramat współczesnej interpretacji kultury.

Kiedyś McMurphy – bezczelny kombinator i żywiołowy trickster – był biblią buntu. Wchodził do sterylnego szpitala psychiatrycznego i swoją destrukcyjną energią rozbijał system aptekarskiej kontroli Oddziałowej Ratched. Był postacią tragiczną. System go niszczył, ale jego upadek dawał innym impuls do odzyskania podmiotowości. Klasyczny mit.

Dzisiaj współczesna krytyka wchodzi do kina z linijką z zakresu nowoczesnego HR-u, psychologii relacyjnej i BHP emocjonalnego. Widz nie widzi już figury buntu, tylko faceta, który „narusza granice”, „reprodukuje logikę dominacji” i wykazuje cechy „toksycznej męskości”. Tradycyjna hermeneutyka pytała: co to dzieło oznacza? Nowy odruch interpretacyjny pyta jak prokurator: kto tu został skrzywdzony i jak ocenić zachowanie tej jednostki?

Gdybyśmy tę samą siatkę pojęciową nałożyli na resztę klasyki, Antygona okazałaby się skrajną egoistką, która zniszczyła dobrostan psychiczny narzeczonego. Prometeusz z kolei naruszyłby transparentność procedur i naraził ludzkość na gniew bogów bez konsultacji społecznych. Sprowadzając figury tragiczne do moralnych etykiet, kastrujemy kulturę z jej symbolicznego wymiaru. Zastępujemy analizę mitu szkolną oceną z zachowania.

Najgorsze, że ta perspektywa staje się adwokatem status quo. Kiedyś bunt oznaczał rozwalenie opresyjnego systemu. Dzisiaj wolność rozumiemy jako „pracę nad sobą”, „samoregulację” i „zarządzanie emocjami”. Sami pilnujemy, aby idealnie pasować do mechanizmu. McMurphy pytał: „Czy system nie zwariował?” Współczesność pyta: „Dlaczego pacjent nie potrafi się dostosować?”

W trakcie polemiki zadałam proste pytanie: skoro stary model charyzmatycznego lidera jest zły, to wskażcie mi współczesnego bohatera (po 2015 roku), który uosabia nowy, „relacyjny” model przywództwa i stał się ikoną. Odpowiedzią była cisza. „Lider relacyjny” dbający o procedury może być wspaniały w życiu, ale w fikcji jest śmiertelnie nudny. Opowieść potrzebuje konfliktu, ryzyka i porażki. Poprawność nie buduje archetypów.

Moja dyskusja zakończyła się impasem, ale udowodniła istnienie opisywanego zjawiska. Pokazała dominację języka, który z każdego dramatu potrafi zrobić pogadankę o kulturze pracy. Oduczyliśmy się zadawać właściwe pytania. Zamiast pytać o historię i sens kulturowych symboli, wolimy po prostu wystawiać im świadectwa moralności.

***

A Ty co sądzisz na ten temat?

Jeśli przeczytałeś książkę Kena Keseya i/lub obejrzałeś film Miloša Formana – chętnie z Tobą porozmawiam. Napisz, sprawdźmy, czy potrafimy wyjść poza narzucone ramy ;-)
Aspazja
Odpowiada szybko
Strona użytkownika
Sprawdź zainteresowanie tym ogłoszeniem
Wyświetlenia
Data dodania
Ostatnio widziana
Obserwujących
Powiadom o podobnych ogłoszeniach

Chcę otrzymywać powiadomienia o nowych ofertach

Uzupełnij adres e-mailWpisz poprawny adres e-mail
Wyślij wiadomość

Wyślij wiadomość

Wyczyść historię

Udostępnij ogłoszenie

Udostępnij na FacebookUdostępnij na X Kopiuj link do ogłoszenia

Dodaj notatkę

Opis musi być krótszy niż 250 znaków